Strona główna > 

'Żegnaj, mały aniołku'. Włosi płaczą po Dayanie, najmłodszej ofierze katastrofy Concordii

dżek, Reuters, PAP

2012-02-22, godz. 15:04

Ratownicy znaleźli we wraku wycieczkowca "Costa Concordia" cztery ciała osób, które uznawano za zaginione po styczniowej katastrofie. Wśród nich rozpoznano pięcioletnią dziewczynkę Dayanę Arlotti. Dziecka szukały całe Włochy.

Fot. Gregorio Borgia AP

Costa Concordia po katastrofie
+ więcej zdjęć

Wrak statku "Costa Concordia" leży u wybrzeży wyspy Giglio we Włoszech. W katastrofie 13 stycznia zginęły 32 osoby. Wciąż nie znaleziono zwłok 11 ofiar. Włoscy płetwonurkowie odkryli ciała w zanurzonej części wraku, gdzie po dłuższej przerwie wznowiono poszukiwania zaginionych.

Wśród ciał są zwłoki pięcioletniej dziewczynki z miasta Rimini we Włoszech. Pięcioletnia Dayana Arlotti na rejsie była z ojcem. To miała być podróż nagroda. Ojciec dziewczynki - Williams Arlotti - przez dwa lata ciężko chorował, przeszedł dwa przeszczepy. Rejs luksusowym wycieczkowcem miał pomóc zapomnieć o kłopotach ze zdrowiem.

Wszyscy szukają Dayany

Dayany Arlotti szukały i media, i internauci. Zdjęcie dziewczynki o ciemnych włosach i wielkich migdałowych oczach przewinęło się przez niemal wszystkie stacje telewizyjne i portale - część pasażerów, którzy szczęśliwie ewakuowali się z "Concordii", utrzymywali, że dziewczynkę widzieli na brzegu. Widzowie informowali rodzinę, że np. widzieli Dayanę w materiale telewizyjnym ze szpitala.

Ratownicy dziś rozwiali nadzieje, że dziecko żyje. Na Facebooku żałoba - internauci, którzy śledzili poszukiwania dziewczynki, piszą: "Żegnaj, aniołku", "dobranoc, maleńka". W katastrofie zginął też ojciec dziecka.

Na razie nie wiadomo, kiedy odnalezione ciała zostaną wydobyte - są w stanie rozkładu.

Trudna akcja

Poszukiwaniom zaginionych towarzyszy często przerywana z powodu złych warunków pogodowych operacja wypompowywania paliwa z kolejnych zbiorników. Na statku było 2,3 tys. ton paliwa, jego wyciek mógłby doprowadzić do skażenia wód przy Giglio.

Concordia jak Titanic

Do wypadku doszło w nocy z 13 na 14 stycznia. Luksusowy wycieczkowiec "Costa Concordia" podpłynął za blisko brzegu wyspy Giglio i wpadł na skały. W kadłubie powstała wielka wyrwa, przez którą natychmiast wlewała się masa wody. Statek zaczął się przechylać. Ewakuowano ponad 3 tys. pasażerów i ok. tysiąca członków załogi.

Francesco Schettino, kapitan statku, opuścił go, kiedy jeszcze byli na nim spanikowani pasażerowie. Odpowie teraz przed sądem za spowodowanie katastrofy i przedwczesne opuszczenie pokładu. Schettino nie przyznaje się do winy.

Węgier pomógł dzieciom i wrócił po swoje skrzypce. Zginął

Zobacz więcej na temat:

Włochy | Costa Concordia
Udostępnij link: Facebook

Skomentuj:

Komentarz

Najnowsze wiadomości