Słynna dziennikarka i laureat World Press Photo zabici w Hims
2012-02-22, godz. 10:42
Niezwykle doświadczeni korespondenci wojenni: Amerykanka Marie Colvin z "Sunday Timesa" i laureat World Press Photo Francuz Remi Ochlik zginęli w ostrzeliwanym syryjskim mieście Hims. Reporterzy przebywali w prowizorycznym centrum prasowym, w które uderzyła rakieta wystrzelona przez siły reżimu. Gdy próbowali uciec, trafił w nich kolejny pocisk.
W tym samym ataku rannych zostało jeszcze kilkanaście innych osób, w tym troje lub czworo dziennikarzy. - Pociski spadły na prowizoryczną bazę zajmowaną przez zachodnich korespondentów - podaje brytyjski "Daily Telegraph".
W sieci pojawiło się już kilka drastycznych nagrań z miejsca tragedii. Widać na nich ruiny budynku i leżące wśród gruzów ciała.
Zarówno syryjscy obrońcy praw człowieka jak i zagraniczni komentatorzy i eksperci uważają, że atak sił reżimu na prowizoryczne centrum prasowe dziennikarzy był zamierzonym działaniem. Rząd syryjski tymczasem utrzymuje, że to nieprawda - jeden z jego przedstawicieli oświadczył, że rząd nie wiedział nawet, że jacyś zachodni dziennikarze przekroczyli granicę Syrii.
I Colvin i Ochlik byli weteranami na Bliskim Wschodzie. 28-letni Remi Ochlik - znany francuski fotoreporter - aktualnie współpracował z "New York Timesem". Był laureatem ostatniego World Press Photo za zdjęcia libijskich rewolucjonistów.
"Nieustraszona" Colvin, "wielka strata"
55-letnia Marie Colvin była doświadczoną amerykańską dziennikarką, która pracowała jako korespondentka wojenna m.in. dla brytyjskiego tygodnika "Sunday Times". Reuters opisuje ją jako "nieustraszoną reporterkę". I przypomina, jak straciła oko w 2001 roku, kiedy na Sri Lance trafił ją odłamek ze szrapnela. Colvin nie przerwała wtedy pracy, pojawiała się publicznie z czarną opaską na twarzy.
Ostatnia nadana przez nią relacja pochodzi zaledwie z wczoraj. Colvin nagrała ją właśnie z Hims dla BBC: "Widziałam dziś, jak ginie dziecko". Jej reportaż połączony jest ze wstrząsającymi zdjęciami z prowizorycznych punktów medycznych, w których z powodu fatalnych warunków sanitarnych i braku odpowiedniego sprzętu umierają mieszkańcy miasta.
Światowe media piszą o wielkiej stracie dla dziennikarskiego świata. Zewsząd płyną kondolencje. Brak Colvin i Ochlika ma być odczuwalny tym bardziej, że w ostatni czwartek w Syrii zmarł inny uznany korespondent z regionu - Anthony Shadid. Shadid był również pracownikiem "New York Timesa" i dwukrotnym laureatem nagrody Pulitzera (przyczyną jego śmierci był atak astmy).
Hims pod ostrzałem reżimu
Właśnie na Hims, trzecim co do wielkości mieście kraju, koncentrują się w ostatnich tygodniach ataki sił rządowych. 3 lutego wojsko wierne prezydentowi Baszarowi el-Asadowi rozpoczęło ofensywę na miasto.
Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka alarmuje, że od wybuchu antyreżimowej rewolty w marcu 2011 roku zginęło w Syrii ponad 7,6 tys. ludzi. Wśród nich jest około 5540 cywilów, prawie 1700 żołnierzy i członków służb bezpieczeństwa i blisko 400 dezerterów.
W sieci pojawiło się już kilka drastycznych nagrań z miejsca tragedii. Widać na nich ruiny budynku i leżące wśród gruzów ciała.
Zarówno syryjscy obrońcy praw człowieka jak i zagraniczni komentatorzy i eksperci uważają, że atak sił reżimu na prowizoryczne centrum prasowe dziennikarzy był zamierzonym działaniem. Rząd syryjski tymczasem utrzymuje, że to nieprawda - jeden z jego przedstawicieli oświadczył, że rząd nie wiedział nawet, że jacyś zachodni dziennikarze przekroczyli granicę Syrii.
I Colvin i Ochlik byli weteranami na Bliskim Wschodzie. 28-letni Remi Ochlik - znany francuski fotoreporter - aktualnie współpracował z "New York Timesem". Był laureatem ostatniego World Press Photo za zdjęcia libijskich rewolucjonistów.
"Nieustraszona" Colvin, "wielka strata"
55-letnia Marie Colvin była doświadczoną amerykańską dziennikarką, która pracowała jako korespondentka wojenna m.in. dla brytyjskiego tygodnika "Sunday Times". Reuters opisuje ją jako "nieustraszoną reporterkę". I przypomina, jak straciła oko w 2001 roku, kiedy na Sri Lance trafił ją odłamek ze szrapnela. Colvin nie przerwała wtedy pracy, pojawiała się publicznie z czarną opaską na twarzy.
Ostatnia nadana przez nią relacja pochodzi zaledwie z wczoraj. Colvin nagrała ją właśnie z Hims dla BBC: "Widziałam dziś, jak ginie dziecko". Jej reportaż połączony jest ze wstrząsającymi zdjęciami z prowizorycznych punktów medycznych, w których z powodu fatalnych warunków sanitarnych i braku odpowiedniego sprzętu umierają mieszkańcy miasta.
Światowe media piszą o wielkiej stracie dla dziennikarskiego świata. Zewsząd płyną kondolencje. Brak Colvin i Ochlika ma być odczuwalny tym bardziej, że w ostatni czwartek w Syrii zmarł inny uznany korespondent z regionu - Anthony Shadid. Shadid był również pracownikiem "New York Timesa" i dwukrotnym laureatem nagrody Pulitzera (przyczyną jego śmierci był atak astmy).
Hims pod ostrzałem reżimu
Właśnie na Hims, trzecim co do wielkości mieście kraju, koncentrują się w ostatnich tygodniach ataki sił rządowych. 3 lutego wojsko wierne prezydentowi Baszarowi el-Asadowi rozpoczęło ofensywę na miasto.
Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka alarmuje, że od wybuchu antyreżimowej rewolty w marcu 2011 roku zginęło w Syrii ponad 7,6 tys. ludzi. Wśród nich jest około 5540 cywilów, prawie 1700 żołnierzy i członków służb bezpieczeństwa i blisko 400 dezerterów.
Udostępnij link: Facebook
Najnowsze wiadomości
-
"Żenujący" wynik Polski w corocznym raporcie dot. matek. Lepiej nią być na Białorusi, Węgrzech...
-
"W piątek nie spadliśmy przed Sejm z choinki" - Duda odrzuca możliwość kompromisu ws. "67"
-
Francja: sformowano nowy parytetowy rząd
-
'Uczmy się dialogu. To się historycznie opłaci' - Bortnowska dla TOK FM
-
USA i NATO nie będą prowadzić śledztwa smoleńskiego. "Zostawiamy to Polakom"
